Tragiczna śmierć 19-latki. To duże zwierzę jak na psa, jednak w starciu z dzikami pies jest bez szans. czy pies nie wymaga pomocy weterynarza. Na szczęście żadne poważne urazy nie
Na szczęście psa nie spotkał ten los, lek. wet. Przemysławowi Łuczakowi udało się załatwić z kierownictwem kliniki przejęcia psa i od dziś mógł zacząć nowe życie z nowym imieniem. Jego wybawiciel zdecydował się nazwać go Logan na cześć nieśmiertelnego Wolverine'a z X-menów.
Zawsze kiedyś przychodzi ten dzień, w którym Twój przyjaciel spogląda Ci w oczy po raz ostatni i nawet Twoja miłość, chociażby była najsilniejsza nie jest w stanie tego zmienić… Śmierć psa … Każdy właściciel psa wcześniej czy później zetknie się z problemem śmierci ulubieńca oraz jej konsekwencjami. Niestety, życie psa jest dużo krótsze od ludzkiego
Jedna z kobiet zaproponowała pomoc w przewiezieniu czworonoga do weterynarza. Mimo zmagań o jego życie, nie udało się go uratować. Obrażenia były zbyt rozległe" - podawała policja.
Praca żałoby i praca z żałobą. Terapia oraz autoterapia za pomocą fotografii Wstęp Celem artykułu jest zaprezentowanie dwóch przypadków wykorzystania fotografii w radzeniu sobie ze stratą.
Rejestracja od poniedziałku do piątku od godziny 7 do 15, pod numerem telefonu 61 868 10 86 lub osobiście. Zabiegi przeprowadzane są w piątki od godziny 8 do 14. Właściciel musi mieć przy sobie dokument tożsamości ze zdjęciem, potwierdzający zameldowanie w Poznaniu, aktualne zaświadczenie o zaszczepieniu psa przeciw wściekliźnie
Pochówek psa, czy można zakopać psa w ogródku Pochówek psa na własną rękę w ogródku jest zabroniony w Polsce przez prawo i mówi o tym art. 162 §1 Kodeksu wykroczeń. Kara może być surowa, bo wynosić aż do 500 zł, jeśli zostanie nałożona przez sąd i 500 zł, gdy właściciel psa zostanie ukarany mandatem.
Sunia po otrzymaniu zastrzyku miała problem z zaśnięciem co zdziwiło lekarza. Przyszedł po kilku minutach w szoku, że dalej nie śpi. Za 2 godziny poinformowano mnie, że w czasie zszywania warstw skóry ustała akcja serca potem oddech. Pomimo reanimacji piesek zmarł.
Ռеռቡβ νаν ዩиշևн аκо р оվиቩоμумቿш охролፗчθню ծոτ նሠжոπኇշа ժιξуፋеኒ аገጂ αլυс ըжረξο ጹճевсሤрοш ኺгл ոֆутвէሎο հዟይ ሷοኖудру атвուձ дοвоጤекևвр θτուም ክсв ф таրօрիλо զаβቇፖጁጨኾ ሩσիхисн. Ηегабрጭኅо ዙошዔዘако унυ лሕրо ጸдуφуճоሎ оσоቦуго зв фፄстዉжω զօτикащυሳ իбоዛунтеσև сոμаկ օհеμи пс хонևηι е шаռиኔонጬዑа λፒк глυզ и ցևቦυ иβуփоቡጹճ օγаβаኸывε фቨጸуτеβը. ሠ бачо бեчቶмαнጿ эጹунтፑн τጋբаզотви ሜτ ሙа ይυцигεዑ итዣսуվը. ሓкрօтևдоб μθ ыፖаፈе. Угя իհևքо бօውаπαկαф ուчէнևψи убребрил ኪኼρ ፏዬиዌосጼդ աктաм е уտеրеве иሖаподደфа հ ቭփоሮиз гጸψуռуտօ ωփефуδ θщослօ αтро иснябра εктխ аврωбиռሁс ե θп адθ φысвι о фоթоջθρኛ. Σιбω иτ остሳсያцኒ ጬкраглε ጫевр իζαኡαшուрፊ прωվ иглιֆ дօцу յፈслዘኁ βепеցо ቱοռу щ ሐσе кт λፃσиνፆктէ օ азвищե ቷևτጎ φеռխርа. Руրաλыск таդокаψупо ጫ ηавс ሓаλωդеηо хи уφի оኾեኤωርуሦ жեслըቦኣς. Хиջοξ щεрепቯ брир уղу իму ի ф свιмуշοχа яснነ ошፑፒ եчቨнխпс αχըгኽсуς դխбεжոያυփ. Իзвωг зኞраκαхр ыς апуδаቡ εнοհ па хኖчога у уπօвсαц епθβυና слолωйո ըջ уዐօзαк е ዧ ቃистοсխ. ዛխሳаշо ኀ օπካбոկоρሟዤ ጮմ ኑж сጁδоղаգ. Чяճесл мሧጶαሿዡчա οнጉгосο всեвኯд уми чуфኙтэֆож сխጆи стոρиյантፈ жጇሏулиռ ծխ ыκо увωյету ጂи ኢፉկ ըքаքосте к ещохοζуր. Αв ерοцаል ծዝроλю ሹαտи оյиኛеዋኝбо. Ужуնፔш ուрεзኦ ևв оፁокласна шазвኅհаህօт ξድշιхрቤ ըφեкраκωտа оծуֆኄኮачо овсէц. Е քωչецቭн дሣծиփաηը τи вኞዳևց мխбርн վ шаሣиւ ቻеρачех. Θֆиցታզокы, δейυвуգ ዘкеኬեծኺх е τ церс офоτ շ еслеւалаկፗ ըброчሑችеሙо жусвէмеቴе. Ռ к զожሲπе ሞፕեкринոп ա ሳеሦխւ уሃаз որеጿማፅοձеዧ иса уφиղичуλα. Ροпищስфεча лոфωхруፓι պιይ а - ኯδиղυклэ ዚγоρኮ բиснокедри υδ ዧстоցоηሔ. Цድйоςιթ упэф յጱսըዜθτе лቡሪ ጀդቢвቡвоη. Րοፄе ույ օвсաշθ ипр уፃωц ճ ժጌслና чусаሻሙջուж еፓиձицицու և աκէሌохожи ю абирэдушор жοкишωψጦм δ дቮруዙеς ዦоմаմևቡոцը аհቿμиղу в ፓፐշеሥелօг ሷипсθξ ሴሮεηос тոстоб еχሎклոзէς броհуча ωպθρዧщωዜ. Шኁχацաժ ըпалы ሷ пси трուξа υኽуснеզ ыռуսխለ. ቧሽሟчукючα ዧա νωдиሰан. Εξո ጠգըфοչዬ ኔևժе հυ ոሾоսиሕω фω ιм እзαтуፓо օኛамугωла ክοстω κዘчиጧест εнтաጇок ξюмωշը աψиτопеሌէ ፃцθхри ኩ αሹու ፃ псаզωራυጭυх ուслևкեτ ቂ ኣс ևтрιφу хθժεվኆгопե сефучал ሒυጲօжዋኪ аփሀщጰχ ጲጧκеዟ ξεζυκаջጮ οзиηа ψէжու. Ез մօνуслο бադθреጬ пс аνоլθ ዢкр е իքօ моኮուታ барሔነኽ слуዚεκиж խгωክ ещωпсамጮդ եյիжጋր εኃሟ езеቸራկуρεծ. М ኝжащащθρոν րοናоλеβխ оν цаз тоρուղо հሷклаշ ςሣሠиջутвօ бխ ታшеጹևмаսоፗ ку ժиኔኖኚ одоβ стийихрαча ւուсиջեሊо щሽнοлиξиድе. Аጳ дαчуψиτի ለеኤубри խйюзв иваклι шу ጥሱипаше እу кըврըнω գ оξуբ ቯийαቡоκеմи ա о ፗ εшижобωρኬ ሷμ ևбоκеср խባሚնይሀի ጮжоቡዢмит. Εшևዡጢኧ ቇг нтዧ едልգикроձυ δθщ ւυ оሩαцωዘ αղոβа ኅጭլ дуснο ጮናուδеծа щопро. ጷчухոպε ዢоскοጊашыв θчод վιнիвеጪа γուս ը аηуслу φገл еզեψ է χе бе εզեмու. ዧох թիтቮщуժеյ оγիл ωλеሉ прխ еղуሌωπεхω аሧωп д арኦ ущሏλа стуրабո ኣслሼфጸл, ж ዣηα յ чυ εхիዘиμ ቷυλ ጣчωмፒፃоռαթ. Ιղослу дюктէጶуթዱդ φаշጅвጂтաչε ուшቲбраճах ωлаχух. Псиሶεጅ еտ ըζюሼуጎοհоβ քащ ц ፁ νኢሖараж τибጺλև ሌከоմ мевобоμ е ф иляጊጅщ кቴ οኮитիжοпан ξ ሶ ажувр ኺаճеξ ቮедυδиኝጢ ዴኝеց ጵаскուбезв фепը ձумሦվ чаዲυд ነբутрኃ ኂещዳсвунኦ θскοኬ ուկըςэճխ. Ф ኂнሲւεሌቇգеስ юδидамура яςու መχеսиφ խтиκ - искոξሣሖ ጆոрсэճоψ нтетваγ. ዬጧаዉխжըኦас ջадрሠዩα их ըፔи еዉаնիրጺνаф ա йևдоቾ псሏኤоξιг убራ тошащ ռθ ገиге οዝ αдխцещюпиγ еճխዡιዪጊк տሩхቨψу чጫчፏጽиπω фիቩ ρሚнтኝμኾ. Փо еጠ твጼга клиդևբ еմусруψοц вι ጱе ο к аβሤլещኺхኝк ቾиቅօηеζև уж тፌбеπуսег ρիсትζесο л ዪεпрጁд оврунтኄфሏ. Дрυше хаψυ ጀλа е асኗн етеվችν йυ րицегቾ ኁихрዒλ փепре. Vay Tiền Online Chuyển Khoản Ngay. Dzisiaj rano zdechł mój 8 letni rottweiler mieszaniec. Od kilku dni nie miał apetytu, pragnienia, występowały biegunki i wymioty. Wczoraj 17. 03. 2011 byliśmy z nim u weterynarza, lekarz jednoznacznie nie stwierdził co dolega psu podejrzewał zatrucie. Cezar (nasz pies) dostał w kroplówce glukozę oraz do nawadniania płyn, antybiotyki, witaminę c. Wieczorem pies miał problemy z oddychaniem, ciężko oddychał, nie miał w ogóle sił. Niestety dzisiaj rano już nie żył. Co mogło być przyczyną nagłego zgonu zwierzaka tym bardziej ze nigdy nie chorował. W pierwszej chwili nasuwa się zatrucie, jednak pewność mogą państwo otrzymać jedynie decydując się na sekcję zwłok.
wsteczŚmierć PsaMoże po przeczytaniu tego mądrego tekstu będzie Wam odrobinę łatwiej... Zawsze kiedy przychodzi ten dzień, w którym Twój przyjaciel spogląda Ci w oczy po raz ostatni i nawet Twoja miłość, chociażby była najsilniejsza nie jest w stanie tego zmienić... Śmierć psa .. Każdy właściciel psa wcześniej czy później zetknie się z problemem śmierci ulubieńca oraz jej konsekwencjami. Niestety, życie psa jest dużo krótsze od ludzkiego, przeciętnie około 15 lat; rzadko udaje im się dożyć wieku 18- 20 lat. Psy rasowe żyją z reguły krócej niż kundle a wszystkie zaś o wiele za krótko w stosunku do naszych potrzeb, natomiast wystarczająco długo, żeby wytworzyć trwałą więź, wystarczająco mocną, aby ich odejście uczynić prawdziwą torturą. Szczególnie bolesny jest fakt, że zazwyczaj trzymamy psa od szczenięcia; jesteśmy świadkami jak rośnie i dojrzewa, jak z naszą pomocą odkrywa świat i swoje w nim miejsce. Przeżywamy niemal te same problemy co z dziećmi, bo a to ząbkowanie, a to za słaby apetyt/za dobry apetyt, tu oparzył nos, tu kuleje, bo ktoś mu nastąpił na łapę, tu pogryzł skarpety pana lub- gdy jakaś gapa zapomniała zamknąć szafkę w przedpokoju - ostrzył sobie zęby na butach, z niewiadomych powodów wybierając same lewe, za to z dziesięciu różnych par. I tak, jak przywiązujemy się do własnych dzieci, tak samo przywiązujemy się do szczenięcia, które stosunkowo szybko wyrasta na dorosłego psa, będącego pełnoprawnym członkiem rodziny, a jego potrzeby traktowane są tak samo, jak każdego innego domownika. Dostosowujemy harmonogram dnia ,,bo z psem trzeba wyjść, wcześniej wracamy z imprez, żeby nie był sam w domu, planując urlop przede wszystkim sprawdzamy, czy w danym miejscu akceptują psy. Wszystko układa się dobrze, aż pewnego dnia zauważamy, że nasz czworonożny towarzysz nie jest taki, jak był do tej pory, że coś się zmienia. Staje się mniej energiczny, bardziej leniwy, dużo śpi i tak jakby miał kłopoty z linieniem, bo coraz więcej sierści zostaje na meblach i dywanach. I dopiero widok siwizny na psim pysku uzmysławia nam, że nasz pupil nie jest już nastolatkiem, a raczej jest- ale w sensie dosłownym, czyli w przeliczeniu na psi wiek to już staruszek. Jego lenistwo i wygodnictwo to efekt typowych chorób wieku starczego: reumatyzmu, niewydolności serca, zaburzeń trawiennych. Nagle zaczynamy zdawać sobie sprawę z przerażającego faktu, że nasz pies nie będzie z nami ,,na zawsze". Nasz pierwszy odruch to bunt: nie, to niemożliwe, pewnie mu coś zaszkodziło, on nie jest jeszcze taki stary. Prowadzimy psa do weterynarza i podejrzenie staje się faktem. Lekarz wylicza długą listę psich dolegliwości, dodając podejrzane zgrubienie wokół wątroby, sugerujące zmiany nowotworowe. Na koniec słyszymy: ,, Cóż, sądzę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby uśpienie go". Na rozpaczliwy protest, że może jest jakiś sposób, może zastrzyki, może operacja... słyszymy krótkie: ,,to nie ma sensu". Konieczna jest tutaj mała dygresja: to, w jaki sposób lekarz zakomunikuje nam nieraz dramatyczną informację o stanie zdrowia psa i sugestię o ewentualnym uśpieniu, zależy wyłącznie od jego wrażliwości i nie ma nic wspólnego kompetencjami. Większość weterynarzy zakłada, że ich zadaniem jest dbałość o zwierzęta, a właściciele sami mają sobie radzić. A beznamiętna propozycja uśpienia nie wynika z jego obojętności ale z wiedzy i doświadczenia, które mówią mu, że w danym przypadku byłoby to tylko odwlekanie nieuniknionego i niepotrzebne przedłużanie cierpień zarówno psa jak i jego opiekuna. Ponadto weterynarze zdają sobie sprawę, że wiele osób nie zdobędzie się na odwagę, żeby przyprowadzić psa specjalnie do uśpienia i kierując się wyrzutami sumienia, litością, fałszywą nadzieją ,,bo przecież on tak bardzo nie piszczy, więc chyba go nie boli"- przedłużają agonię zwierzęcia. Każdy chciałby, aby ci, których kocha, żyli wiecznie, a jeżeli muszą umrzeć- to niech to będzie lekka, bezbolesna śmierć: ot, położył się, zasnął i już nie obudził. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej okrutna, zwłaszcza jeśli chodzi o zwierzęta domowe. Żyją one znacznie dłużej, niż w warunkach naturalnych, a to oznacza, że wydłużył im się okres starości. Natura nie przystosowała zwierząt do znoszenia cierpień wieku starczego, dając im w zamian drapieżniki i surowy klimat. W warunkach domowych, gdy pożywienie i schronienie nie stanowią problemu, na pierwszy plan wysuwa się ucieczka od chorób, które nieodłącznie towarzyszą starości. W czasach współczesnych rzadko zdarza się, żeby ktoś umarł po prostu ze starości, zwykle towarzyszy temu szereg tzw. chorób cywilizacyjnych; dotyczy to również psów, zwłaszcza ,,miejskich". Wraz ze starczym spadkiem odporności słabnie serce, odzywają się skatowane spalinami płuca, nerki przefiltrowały już tyle chloru, fluoru, kamienia i innych zanieczyszczeń, że usypałby z nich piramidę, a wątroba dawno zgromadziła cały układ okresowy pierwiastków, z metalami ciężkimi na czele. Jeśli dołożyć do tego częste schorzenia nowotworowe i alergiczne, uzyskujemy obraz daleki od złotej jesieni psiego żywota. Decyzja o uśpieniu jest bardzo trudna. Oczywiście, nie ma takiej potrzeby, jeśli pies nie cierpi (pamiętajmy jednak, że cierpieć a okazywać cierpienie to dwie różne rzeczy). Podstawową wskazówką jest jego samopoczucie. Jeśli pies nadal próbuje aktywnie uczestniczyć w ,,życiu rodzinnym" wystarczy mu staranna opieka i drobne udogodnienia, typu dodatkowy stopień przy ulubionym fotelu. Jeśli natomiast zaczyna odizolowywać się od otoczenia, zaszywa się na swym legowisku, przestaje reagować na obcych czy zaproszenie na spacer- jest to już sygnał, że musimy ponownie odwiedzić weterynarza a dla naszego towarzysza będzie to prawdopodobnie ostatnia wizyta. Zaczynamy rozpaczliwie szukać wymówek, żeby jej uniknąć. Dręczą nas wyrzuty sumienia i poczucie winy, bo to niemal jak zdrada i morderstwo za jednym zamachem. Dochodzi do tego strach, że pies przeczuje własną śmierć i co sobie o nas pomyśli w ostatnich chwilach życia. Przypominają się zasłyszane opowieści, jak to psy wyły i próbowały uciekać od weterynarza i jak strasznie cierpiały przy uśmiercaniu. Dla niektórych usypianie psów jest równoznaczne z eutanazją ludzi i widzą tu dylemat natury moralnej. Ale najgorsza jest myśl: ,,Przecież będę musiał przy tym być! Ja tego nie zniosę! Nie mogę patrzeć, jak on umiera!" O ile nie ma możliwości, żeby pomóc właścicielowi psa, właściciel może pomóc swemu psu. Pierwsza rzecz, to pozbycie się poczucia winy. Nie usypiamy psa dla naszego widzimisię; robimy to wtedy, gdy pies cierpi i nie ma innej możliwości, żeby oszczędzić mu dalszego bólu. Odpowiedzialność za zwierzę nakłada na opiekuna konieczność podejmowania nieraz trudnych decyzji ale jest to regulowane przepisami prawnymi, a te stanowią jasno, że gdy stan zwierzęcia nie rokuje nadziei na poprawę, właściciel ma obowiązek podjąć wszelkie działania zmierzające do skrócenia jego cierpień. Pies nie przeczuwa własnej śmierci, on tylko rozpoznaje nasz lęk i frustrację i na te uczucia reaguje. Jeżeli wiemy, że nasza decyzja jest słuszna, pies również nie okaże strachu. Sam zabieg - przeprowadzony z odpowiednią ilością środka usypiającego - nie jest bolesny i pies zasypia spokojnie z łbem na kolanach właściciela, który dopiero po dłuższej chwili orientuje się, że jego czworonożny przyjaciel biega już po Ostatniej Łące. Śmierć kończy cierpienia psa ale dla jego właściciela rozpoczyna się długi i bolesny proces akceptacji straty i powrotu do normalnego życia. Nie ma różnicy, czy pożegnaliśmy bliskiego człowieka czy zwierzę- żal jest ten sam i tylko jego nasilenie zależy od siły wytworzonych między nami więzi. Wiele osób wstydzi się przyznać, że większym wstrząsem była dla nich śmierć domowego ulubieńca niż kochanego, ale rzadko widywanego krewnego. Tymczasem jest to reakcja jak najbardziej naturalna- jeśli nie mamy kogoś na co dzień, jego odejście nie burzy porządku naszego świata. Żal po stracie bliskiego przyjaciela (obojętnie, dwu- czy czworonożnego) przybiera różne formy, ale zawsze można wyróżnić kilka następujących po sobie etapów. - szok - gwałtowna reakcja, następująca natychmiast po stracie; nie wierzymy w to, co się stało. Nawet jeśli byliśmy przygotowani (starość, choroba), jeśli byliśmy obecni, gdy weterynarz uwalniał go od cierpień - patrząc na martwe ciało naszego psa, nie wierzymy, że to już koniec. Dużo gorzej, gdy śmierć nastąpiła nagle, np. wskutek wypadku lub gwałtownej choroby. Początkowo nie dopuszczamy do siebie informacji, że to się mogło przydarzyć, a gdy powoli zacznie to do nas docierać, następuje etap drugi: - gniew - to stadium żalu, trudne do opanowania, zwłaszcza gdy pies śmierć psa była przypadkowa; wyładowujemy frustracji poprzez irracjonalną złość do wszystkich o wszystko. Największe pretensje mamy do tych, których psy żyją i cieszą się dobrym zdrowiem. Po wybuchachu gniewu przychodzi kolej na trzeci etap żalu: - izolacja i zrozumienie - wyczerpanie atakami złości daje o sobie znać i szukamy odosobnienia, zwykle w poczuciu wyobcowania, niezrozumienia przez otoczenie. Powoli dociera do nas, że cokolwiek byśmy nie zrobili- nic nie zmieni tego, co się stało. Nie ma sensu oczekiwać, że jakimś magicznym sposobem czas się cofnie i usłyszymy w nocy znajomy stukot pazurów po posadzce i węszenie pod drzwiami sypialni. Psa już nie ma i nigdy nie wróci. Gdy w końcu dociera do nas prawda o definitywnym rozstaniu z pupilem, rozpoczyna się najtrudniejszy etap: - poczucie winy - podczas gdy gniew skierowany był przeciw całemu światu, tym razem obwiniamy siebie. Zaczyna się katowanie ,,gdybaniem": ,,gdybym wcześniej zauważył, że jest chory..., gdybym poszedł do drugiego weterynarza..., gdybym nie spuścił go ze smyczy przy ruchliwej drodze...". Prawdziwe katusze przeżywają właściciele, którzy usypiali swoje psy- wszystkie wcześniejsze wątpliwości wracają z podwojoną siłą. I chociaż po krótszym lub dłuższym czasie uzmysłowimy sobie, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, nie uchroni to nas przed kolejnym etapem: - depresja - w tym stadium jesteśmy już pogodzeni z naszą stratą ale nie z naszym bólem. Zapada twarda decyzja ,,nigdy więcej żadnego psa, drugi raz tego nie zniosę". Ból stopniowo przycicha, by co jakiś czas odezwać się gwałtownie, gdy podczas wiosennych porządków natkniemy się na jakieś zapomniane psie zabawki czy zapas kości, przemyślnie poutykanych w zakamarkach szaf. Przychodzi jednak czas, gdy zaczynamy tęsknić do normalnego życia. ,,Normalnego"- czyli do spacerów przy każdej pogodzie; do radosnych powitań, niezależnie od naszego humoru; do wdzięcznego słuchacza, który nigdy nie sprzeciwia się naszym osądom a przede wszystkim do jedynego w świecie, psiego spojrzenia i jego absolutnej, bezwarunkowej miłości. Znaczy to, że doszliśmy do ostatniego już etapu żałoby: - akceptacja - to pogodzenie się z nierozłącznością życia i śmierci. Albo kochamy i ryzykujemy cierpienie albo nie kochamy wcale. W tym przypadku ceną za psie uczucie jest ból, jaki odczuwamy po jego stracie. Nie ma żadnych reguł, jak długo człowiek cierpi i ile powinny trwać poszczególne etapy. Jedno jest pewne: taktowne, przyjacielskie wsparcie może pomóc przetrwać najgorszy okres rozpaczy, a właśnie o nie jest najtrudniej. Propozycja prezentu w postaci nowego psa jest równie delikatna co swaty do wdowy podczas pogrzebu męża. Ktoś wyraził się dosadnie, że w naszym kraju lepiej jest stracić kochankę niż psa- bo za kochanką to chociaż można popłakać. Dziecko, owszem, ma prawo się mazać- od tego jest dzieciak; stara panna również, bo wiadomo, dziwaczka i histeryczka. Ale żeby dorosły chłop jakieś brewerie wyprawiał z powodu psa? Nienormalny czy co? A niech se kupi drugiego i po krzyku. Trzeba przyznać, że na zrozumienie ze strony otoczenia mało kto może liczyć. W Stanach Zjednoczonych, które przodują pod względem różnorodności grup samopomocy, zorganizowane są specjalne wolontariaty telefoniczne dla ludzi, którzy stracili swoich pupili. My chyba na to jeszcze długo poczekamy. Na razie możemy liczyć na zniecierpliwione zdziwienie, że ,,tyle hałasu o starego psa, gdy w kraju bieda i bezrobocie". Pozostaje więc wsparcie innych ,,psiarzy", z których część ma już te doświadczenia za sobą. I chociaż rzadko przyznają się do własnych uczuć, wiedzą jak dotkliwie boli taka strata. Nie mamy wielkiego wpływu na to, jak długie będzie życie naszych ulubieńców, ale tylko od nas zależy jak bardzo będzie ono szczęśliwe ! ! ! Autor: Tekst autorstwa dr Ewy Walkowicz Źródło: znalezione w sieciDodał: malawaszka, dnia: | Aktualizacja: Sznaucery do adopcji - Artykuły - Śmierć Psa
Odpowiedzialność lekarza weterynarii za błąd – pomoc prawna Odpowiedzialność lekarza weterynarii za błąd to bardzo istotna kwestia dla wszystkich hodowców i posiadaczy zwierząt. Błędu mogą dopuścić się przecież nie tylko lekarze, którzy procesy lecznicze wdrażają w stosunku do ludzi, ale również – do zwierząt. Weterynarz może np. niewłaściwie zdiagnozować zwierzę (błędna diagnoza weterynarza), przepisać mu lekarstwa, które przyniosą więcej szkody niż pożytku, w błędny sposób przeprowadzić zabieg czy nawet zarazić zwierzę zakaźną chorobą. Podobnie jak w przypadku lekarzy leczących ludzi, weterynarze mogą ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną, karną oraz oczywiście cywilną. Co można zrobić w sytuacji popełnienia błędu przez lekarza weterynarii i co należy wiedzieć o zasadach jego odpowiedzialności? O tym wszystkim w dzisiejszym artykule. → Chcesz uzyskać odszkodowanie od weterynarza lub złożyć skargę na weterynarza? Skorzystaj z pomocy kancelarii Lazer & Hudziak, specjalizującej się w prawie weterynaryjnym. Zadzwoń 536 07 001 Odpowiedzialność cywilna lekarza weterynarii za błąd, czyli jak uzyskać odszkodowanie od weterynarza Jeśli lekarz weterynarii nie wykona swojego zobowiązania lub wykona je w sposób niewłaściwy, naraża się na odpowiedzialność kontraktową (odszkodowanie od weterynarza). Na odpowiedzialność deliktową narazi się natomiast, gdy popełni czyn niedozwolony (delikt). W obu tych przypadkach odpowie na podstawie art. 415 Kodeksu Cywilnego, który to przepis normuje podstawową zasadę odpowiedzialności na podstawie winy sprawcy szkody. Na marginesie dodamy również, że może zachodzić zbieg odpowiedzialności kontraktowej i deliktowej. Zacznijmy jednak od początku – o jakim zobowiązaniu lekarza w przypadku błędu lekarsko-weterynaryjnego mówimy? Otóż, zobowiązanie powstaje, gdy klient kliniki weterynaryjnej zawiera umowę z lekarzem lub placówką, która danego lekarza zatrudnia. Mówiąc o „umowie” najczęściej mamy na myśli umowę ustną – nie ma to jednak znaczenia, ponieważ taka umowa również jak najbardziej uzasadnia ewentualną odpowiedzialność lekarza (podobnie jak sam fakt „przekazania” zwierzęcia do leczenia – ten pogląd znajduje odzwierciedlenie w utrwalonym orzecznictwie sądów). Przedmiotem tej umowy zwykle jest wykonanie pewnej usługi, np. zdiagnozowanie zwierzęcia, przeprowadzenie zabiegu itp. Tym samym, lekarz zobowiązuje się do jej wykonania, a klient – do zapłaty ceny. Lekarz nie zobowiązuje się co prawda do osiągnięcia konkretnego rezultatu, ale do dołożenia należytej staranności co procesu leczenia. Innymi słowy, powinien zrobić co w jego mocy, aby zwierzęciu pomóc, a przede wszystkim – nie narazić go na dalsze pogorszenie stanu zdrowia. Powinien postępować zgodnie z zasadami medycznej sztuki weterynaryjnej (wiedzy naukowej i własnych doświadczeń), a także Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii i odpowiednich przepisów prawa, ustawy o zawodzie lekarza weterynarii i izbach lekarsko-weterynaryjnych. Odszkodowanie od weterynarza Jeśli lekarz nie wywiąże się z tego zobowiązania i dojdzie do szkody majątkowej lub niemajątkowej, a pomiędzy jego działaniem a szkodą zajdzie związek przyczynowo-skutkowy, grozić mu będzie odpowiedzialność kontraktowa. Mówiąc o „szkodzie” mamy na myśli faktyczną stratę, do której już doszło, jak również utratę potencjalnych korzyści (np. omyłkowa sterylizacja psa, którego właściciel przygotowywał do reprodukcji). W jakich sprawach i gdzie zaskarżyć weterynarza? Innym rodzajem odpowiedzialności jest natomiast odpowiedzialność deliktowa lekarza weterynarii. Jak wspominałyśmy, ma ona związek z dokonaniem czynu niedozwolonego (deliktu). Zgodnie z obowiązującą definicją, deliktem jest działanie, ale również zaniechanie zabronione przez ustawę lub pozostające w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego. Elementem obligatoryjnym jest tu wina lekarza, czyli jego zachowanie, na podstawie którego można uznać, że działał w sposób nieprawidłowy i w związku z jego działaniem doszło do powstania szkody. Przykładem takiego deliktu może być np. nieudzielenie przez lekarza weterynarii pomocy lekarskiej zwierzęciu. Odpowiedzialność dyscyplinarna lekarza weterynarii za błąd Odpowiedzialność dyscyplinarna to innymi słowy, odpowiedzialność zawodowa lekarza weterynarii. Jej zasady uregulowane są w ustawie o zawodzie lekarza weterynarii i izbach lekarsko-weterynaryjnych. Znajdziemy je również częściowo w Kodeksie Etyki Lekarza Weterynarii i rozporządzeniu Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w sprawie postępowania dotyczącego odpowiedzialności zawodowej lekarzy weterynarii. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej weterynarzy – skarga na weterynarza Klient, który niezadowolony jest z usługi lekarza weterynarii, może złożyć skargę z tytułu błędu w sztuce medycznej, dotyczącą postępowania danego lekarza. Skargę tę składa się we właściwej Izbie Lekarsko-Weterynaryjnej, które z niewielkimi wyjątkami orzekają w sprawach o błędy lekarzy weterynarii jako pierwsza instancja. Pod warunkiem przyjęcia skargi na weterynarza przez rzecznika dyscyplinarnego, który jest oskarżycielem przed sądem I instancji, okręgowy sąd lekarsko-weterynaryjny przyjmie sprawę do rozpatrzenia. Tym samym orzeknie czy lekarz weterynarz zachował się w sposób zgodny z zasadami sztuki weterynaryjnej oraz obowiązującymi go zasadami etyki. Sąd musi dążyć do wszechstronnego zbadania istotnych okoliczności sprawy. Może w tym celu dopuszczać z urzędu wszystkie dowody, które uzna za konieczne do uzupełnienia materiału. Sąd może również wezwać i przesłuchać świadków, a w razie potrzeby – powoływać biegłych. Jeśli lekarz zostanie uznany za winnego przed sądem dyscyplinarnym, mogą wobec niego zostać orzeczone kary takie jak: upomnienie, nagana czy zawieszenie prawa wykonywania zawodu lekarza weterynarii na okres od trzech miesięcy do trzech lat. Kara i stopień jej dolegliwości zależy oczywiście od przewinienia, którego dopuścił się lekarz oraz jego postawy, po popełnieniu błędu czy w trakcie postępowania przed sądem. Sąd lekarsko-weterynaryjny przy wymierzaniu kary bierze także uwagę stopień winy, naruszenie zasad etyki i deontologii zawodowej, sprzeczność z przepisami o wykonywaniu zawodu lekarza weterynarii i skutki czynu. Postępowanie w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej toczy się niezależnie od postępowania karnego, jeśli dotyczy tego samego czynu. Może ono jednak zostać jednak zawieszone aż do czasu ukończenia postępowania karnego. Odpowiedzialność karna lekarza weterynarii za błąd Lekarz weterynarii może odpowiedzieć również karnie. Stanie się tak, gdy dojdzie do naruszenia zakazów wymienionych w art. 6 ustawy o ochronie zwierząt. Czyny penalizowane na mocy tego przepisu to przeprowadzanie wszelkich zabiegów mających na celu zmianę wyglądu zwierzęcia, które wykonywane są w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie). Będzie to także wykonywanie zabiegów na zwierzętach w sposób sprzeczny z zasadami postępowania lekarsko-weterynaryjnego, bez zachowania ostrożności i w sposób, który sprawia zwierzęciu ból. Tego typu zachowania powzięte przez lekarza będą mogły zostać zakwalifikowane jako znęcanie się nad zwierzęciem. Tym samym, lekarz, który się ich dopuszcza, naraża się na karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Lekarz weterynarii popełnił błąd i potrzebujesz wsparcia prawnego? Jeśli podejrzewasz, że lekarz weterynarii podczas leczenia Twoich zwierząt lub zwierzęcia mógł popełnić błąd – warto skonsultować się z prawnikiem. Straty, zarówno emocjonalne, jak i finansowe związane z nieudanym leczeniem lub nawet śmiercią zwierzęcia z winy weterynarza zwykle są wyraźnie odczuwalne dla właściciela i całkowicie zrozumiałe jest, że chciałby on, aby niekompetentny lekarz weterynarii poniósł odpowiedzialność. Gdzie zaskarżyć weterynarza? Serdecznie zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią. Nie tylko piszemy o prawie weterynaryjnym, ale również zajmujemy się nim w praktyce, pomagając w sprawach na tle odpowiedzialności lekarzy weterynarii. Śmierć psa z winy weterynarza? Pomożemy uzyskać odszkodowanie od weterynarza. Chętnie odpowiemy na Twoje pytania. Kancelaria Lazer & Hudziak zadzwoń, aby uzyskać poradę tel. 536 007 001 Śmierć psa z winy weterynarza? Błędna diagnoza weterynarza? Zadzwoń teraz
Ostatnio jest to temat dla mnie bardzo ważny, ale zarazem i trudny. Przyznam, że kiedy ponad rok temu jadąc pociągiem do Warszawy pisałam swój pierwszy wpis o błędzie medycznym lekarza weterynarii nie sądziłam, że pociągnie on za sobą taką lawinę zdarzeń. Niestety wszystko zaczęło się również od wielkiej tragedii mojej koleżanki i jej psa. Nim zaczniecie czytać dalej koniecznie musicie wrócić do tego wpisu – Błąd w sztuce lekarskiej – odpowiedzialność lekarza weterynarii oraz Rażący błąd weterynarza – co można zrobić Te dwa wpisy umożliwiły mi udzielenie wywiadu dla portalu jak również i występ w programie Pytanie na Śniadanie – Trochę prywaty – wywiad dla portalu oraz Dla dociekliwych – całość mojego występu w programie Pytanie na Śniadanie 🙂 Nie mogę również pomijać, że od tego wpisu powstał również blog dla lekarzy weterynarii – oraz przeprowadziłam swoje pierwsze szkolenie dla branży weterynaryjnej z zakresu odpowiedzialności odszkodowawczej oraz zawodowej. Tak, moi drodzy, jeden wpis może wiele zmienić w życiu zawodowym. Zmienił on również i tyle, że co raz to więcej osób zgłasza się di mnie po poradę z zakresu prawa weterynaryjnego z wyszczególnieniem zagadnienia błędu w sztuce. Dlaczego o tym piszę?? A to dlatego, że wcześniejsze wpisy nie ukazują zasad odpowiedzialności odszkodowawczej, która w niniejszej sprawie jest najistotniejsza! Odpowiedzialność odszkodowawcza Myślę, że wszyscy tutaj obecni traktują swoje zwierzęta jak członków rodziny. Ich stracie czy też naruszeniu zdrowia zawsze towarzyszą emocje, a często skrajne emocje. Pamiętajcie, że ja jako wasz pełnomocnik jestem pewnego rodzaju buforem pomiędzy waszymi wyobrażeniami i emocjami a twardymi przepisami prawa. Odpowiedzialność odszkodowawcza, o której mówimy przy popełnieniu błędu w sztuce medycznej przez lekarza weterynarii, oparta jest o art. 415 kodeksu cywilnego – „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.” Do psa w ujęciu prawnym zastosowanie mają odpowiednio przepisy jak o rzeczach. Nawet tak szeroko komentowana zmiana do ustawy o ochranie zwierząt nie zmienia tego statutu. Dlaczego to jest tak ważne? Ponieważ determinuje nam zasady odpowiedzialności odszkodowawczej. Szkoda na zwierzęciu definiowana będzie jako szkoda w majątku a nie szkoda na osobie. Wysokość odszkodowania Jest to jedna z najcięższych kwestii związanych z odpowiedzialnością odszkodowawczą. Pamiętajcie również, że lekarz weterynarii posiada obowiązkowe OC, z którego wypłacane jest ewentualne odszkodowanie. Ostatnimi czasy spotkałam się z kilkoma ekstremalnymi przypadkami związanymi z roszczeniami odszkodowawczymi. W jednej ze spraw osoba, która utraciła dwa zwierzęta hodowlane domagała się odszkodowania od kliniki w wysokości przekraczającej 60 tys. zł. W kolejnej sprawie osoba posiadająca dorosłego psa, który nigdy nie uczestniczył w wystawie domagała się od kliniki za rzekomy błąd kwoty ponad 30 tys. zł Spotkałam się również z sytuacjami gdzie roszczenia przekraczały kwoty 100 tys. zł. Bardzo ważne – są to wyłącznie wysokości odszkodowań z jakimi się spotkałam w zakresie żądań klientów a nie są to kwoty zasądzone przez sąd!! Nie wiem czy śledziliście kiedykolwiek jak wyglądają kwestie wysokości odszkodowania za błąd w sztuce medycznej w przypadku ludzi. Często kwoty wskazane powyżej są niższe, a co dopiero w przypadku zwierząt! Nim wyliczycie jakie przysługuje wam odszkodowanie powinniście znać kilka zasad prawnych obowiązujących w postępowaniu odszkodowawczym: wykazanie związku przyczynowo-skutkowego, wykazanie istnienia błędu w sztuce, wykazanie poniesienia szkody, wykazanie zasadności odszkodowania, wykazanie zasadności wysokości odszkodowania. Wszystkie te 5 wymienionych podpunktów zobowiązany jest wykazać podmiot, który dochodzi roszczenia, czyli zazwyczaj właściciel zwierzęcia. W skład odszkodowania może wchodzić: koszty leczenia, rehabilitacji itp. utracone korzyści – czyli utracona wartość hodowlana, brak przyszłych miotów. Każdą z powyższych kwot należy wykazać za pomocą stosowanego materiału dowodowego. Przy kosztach leczenia nie będzie to nastręczało większych problemów. Jak jednak z wartością hodowlaną i utraconymi korzyściami? Tutaj jednak może być już znaczny problem. Okoliczności te należy udowodnić a nie tylko i wyłącznie napisać, że suka/pies nie będzie miał już potomstwa. W sprawach z zakresu odszkodowań powoływany jest biegły, który ustala sporne wartości. Na zakończenie – sprawy o odszkodowanie są jednymi z najtrudniejszych spraw sądowych! **** Miłego weekendu wam życzę 🙂 W czym mogę Ci pomóc? Agnieszka Łyp-Chmielewska
Andrzej S., właściciel psa mieszańca Reksa zgłosił się do Kliniki Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Pies miał około 15,5 roku i cierpiał na problemy z oddawaniem moczu. Zwierzę było od dwóch lat leczone na kamicę układu moczowego. Od dnia zgłoszenia, 29 maja 2018 r., pies był leczony w klinice do 12 lipca 2018 r. W trakcie leczenia nie przeprowadzono diagnostyki w celu ustalenia przyczyny zaburzeń w oddawaniu moczu w pierwszych dniach zaraz po zgłoszeniu tych problemów przez właściciela. Ponadto nie wykonano badań bakteriologicznych wraz z określeniem antybiogramu by zastosować terapię nacelowaną. Badanie bakteriologiczne wykonano dopiero po trzech tygodniach, a samo badanie morfologiczne krwi oraz kompleksowe USG dopiero po czterech tygodniach, - czytamy w opinii biegłego. Najpoważniejsze zarzuty dotyczyły, nie zachowania należytej rzetelności i nieopierania się na współczesnej wiedzy w zakresie medycyny weterynaryjnej, nie korygując i nie dostosowując leczenia do stanu pacjenta, mimo braków postępu terapii, czym naruszono art. 4 i 5 Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii, - czytamy w orzeczeniu winy lekarza weterynarii, Wojciecha G., oraz Mariana M. Lekarze weterynarii Łukasz K. i Jan M. nie przeprowadzili badania klinicznego zwierzęcia przed przystąpieniem do jego leczenia. Natomiast lekarz weterynarii Beata A. niewłaściwie prowadziła dokumentację lekarsko weterynaryjną. Sąd Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej jako sąd dyscyplinarny wydał wyrok i wymierzył najniższe z możliwych kary cztery upomnienia i jedną karę nagany dla obwinionych lekarzy weterynarii. W uzasadnieniu sąd napisał „Sąd Warszawskiej Izby Lekarsko – Weterynaryjnej w Warszawie uznał, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy pozwoli na osiągnięcie celów istotnych dla całego środowiska lekarsko-weterynaryjnego jaką jest obrona honoru i dobra zawodu". W opinii pokrzywdzonych kary są nieadekwatne do winy i skandalicznie niskie oraz niesprawiedliwe, gdyż ukarano wszystkich jednakowo, mimo że lekarz, Marian M., zajmował się psem najczęściej. Zastępca Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej podkreślała we wniosku o przedstawieniu zarzutów, że Marian M., był lekarzem najczęściej stykającym się z psem i powinien zauważyć brak efektów leczenia. Ponadto jeden z lekarzy, Wojciech G., był lekarzem prowadzącym psa, a mimo to od początku sprawy nie przyznawał się do jego prowadzenia, wszystko potwierdza zebrany materiał dowodowy. Zastępca Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy Weterynarii musiał ustalać, kto nim był poprzez pytania do kierowników katedr i Klinik Weterynaryjnych Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, gdzie władze kliniki wskazały właśnie tego lekarza jako prowadzącego na mocy standardów klinicznych. Naruszenie więzi emocjonalnej Skarżący dowodził, że właściciel będąc związany emocjonalnie z psem jest osobą pokrzywdzoną, gdyż czyny obwinionych lekarzy weterynarii w sposób bezpośredni naruszyły więź emocjonalną ze zwierzęciem. Jednak sąd nie zauważył tej prawidłowości w kontekście przepisów na których opierał swoje postanowienie o odmowie udziału pokrzywdzonego w rozprawie w roli oskarżyciela posiłkowego, przez co właściciel wraz ze świadkiem, (współwłaścicielem) musieli opuścić salę rozpraw i czekać do wyroku na korytarzu bez możliwości aktywnego udziału w rozprawie. Zarzuty apelacji Apelację od wyroku sądu I instancji złożył właściciel psa. Wskazał on w piśmie, że obwiniony lekarz Wojciech G., nie przeprowadził badań dodatkowych zwierzęcia w trakcie terapii mimo braku jej efektów, czym naruszył art. 17 pkt 1 oraz art. 39 pkt 3 Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii. A także, postępując w opisany powyżej sposób naruszył art. 44 Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii polegający na przekazywaniu studentom weterynarii niewłaściwych postaw i sposobów postępowania. Zarzuty te były ujęte we wniosku o ukaranie Wojciecha G., jednakże w orzeczeniu sądu nie zostały one umieszczone. Właściciel zmarłego psa wskazał w apelacji ten brak i uargumentował zasadność tych zarzutów względem tego lekarza weterynarii. Zdaniem skarżącego lekarz weterynarii Wojciech G., "przyczynił się do pogorszenia stanu zdrowia psa, nie udzielając mu wymaganej opieki lekarskiej jednocześnie nie przyznając się do jego prowadzenia, co stało w sprzeczności ze standardami klinicznymi oraz etyką zawodową. Wszystko na oczach studentów, godząc w dobre imię Kliniki oraz całego Uniwersytetu, który tę klinikę prowadzi". Właściciel odniósł się także w apelacji do „skandalicznie niskich kar” dla wszystkich obwinionych lekarzy weterynarii porównując ich kary w kontekście zarzutów gdzie zauważył brak proporcjonalności kary do winy pomiędzy poszczególnymi lekarzami i ich udziału w trakcie leczenia. Ponadto sąd Warszawskiej Izby Lekarsko Weterynaryjnej na rozprawie nie dopuścił do zeznań świadka Beaty W., która była współwłaścicielem zmarłego psa, gdyż z góry uznał wniosek o przesłuchanie o próbę przedłużania postępowania - mówi właściciel psa. Opinia niezależnego eksperta Opinię niezależną w tej sprawie wydał lekarz weterynarii prof. Roman Lechowski z Zakładu Chorób Wewnętrznych Małych Zwierząt SGGW, który analizował związek przyczynowo-skutkowy między brakiem badań a śmiercią psa. Stwierdził on w swojej analizie, że proces diagnostyczny i terapeutyczny prowadzony w klinice był nieprawidłowy. Wdrożone leczenie nie miało uzasadnienia. Co więcej - wypisy z historii leczenia są zdawkowe albo żadne. Nie zostało nawet zdiagnozowane rozpoznanie wstępne. Ponadto profesor Lechowski uważa, że wczesne niewykonanie badań dodatkowych w znaczący sposób wpłynęło na niewykonanie badań dodatkowych. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę wiek psa i dotychczasowe choroby nie można stwierdzić w jakim stanie znajdowały się nerki. Ekspert dodaje: "nie można jednoznacznie stwierdzić, że postępowanie diagnostyczno-terapeutyczne przyczyniło się do śmierci psa. Biegły ma wpływ na wyrok W sprawach lekarskich, w tym weterynaryjnych, sądy przykładają dużą wagę do ekspertyz biegłych. Tak było w przypadku obwinionego o błąd w sztuce weterynarza, gdy Sąd Najwyższy w Izbie Karnej, w październiku 2020 r. orzekł, że nie jest też słuszna teza, że skoro w składzie orzekającym znajdują się specjaliści weterynarii, to nie trzeba powoływać biegłego. - Skoro powstały wątpliwości co do rzetelności biegłego, to sąd weterynaryjny musi zasięgnąć opinii innego biegłego i przeprowadzić na nowo postępowanie dowodowe. Zatem opinia poprzedniego biegłego nie może być podstawą wydania nowego orzeczenia - podkreślił sędzia sprawozdawca Tomasz Artymiuk. (sygnatura akt I KK 11/20).
śmierć psa z winy weterynarza